CLOSE
MENU

Wywiad z Agnieszką Czarnecką

Agnieszka Czarnecka 

 

Graficzka

 

„Wychowywałam się w domu pełnym pasji i twórczości. Rodzice zawsze wspierali mnie w rozwijaniu własnych zainteresowań. To, że pójdę do szkoły plastycznej było dla mnie oczywiste. Odkąd pamiętam uwielbiałam tworzyć, rysować, kreować – naturalnie też pragnęłam przebywać w gronie ludzi, którzy moje pasje podzielali. Początek kariery graficznej rozpoczęłam zaraz po szkole. Miałam to szczęście, że miejsca, w których pracowałam pozwoliły mi rozwinąć się w różnych dziedzinach graficznych – co z pewnością przełożyło się na możliwość realizowania się na co dzień poprzez podejmowanie różnorodnych wyzwań. Swoją firmę założyłam ponad 8 lat temu – w tym okresie nauczyłam się czym tak naprawdę jest kierowanie studiem, zarządzanie ludźmi i praca z klientem. To był bardzo intensywny okres w rozwoju mojej kariery.

 

W mojej ocenie obcowanie z ludźmi, kształtowanie ich to zarazem jedna z najtrudniejszych, ale też najprzyjemniejszych rzeczy. Zdecydowanie sukcesy grafików, którzy kształcili się wspólnie ze mną – są taką „kropką nad i”, kwintesencją mojej działalności. Pamiętam, że najbardziej niesamowite dla mnie uczucia, wiązały się z tym kiedy nasi podopieczni, pracownicy odnosili sukcesy, zakładali własną działalność, wygrywali konkursy graficzne, było o nich głośno. To sprawiało, że czułam, że to co robię działa. Że potrafię przekazać innym swoje know-how, pomagam im w rozwoju. Zresztą najlepiej czuję się w towarzystwie ludzi, którzy mają pasję i zainteresowania. Ludzie z którymi godzinami można rozmawiać o tym co ich pochłania, tworzyć niesamowite rzeczy, wzajemnie kreować projekty i wizje.

 

Aktualnie moje studio graficzne obsługuje różnych klientów z Polski, i z zagranicy. Ogromną radość sprawia mi nadzór art directorski nad młodymi, rozwijającymi się grafikami. Moją prawdziwą pasją są również psy. Wspólnie z mężem jesteśmy inicjatorami projektu WeLoveDogs, który łączy w sobie miłość do psów z pasją do projektowania. W wolnym czasie (którego niestety nie mam zbyt wiele), poświęcam się swojej artystycznej części osobowości. Przejawia się to w rozmaity sposób – czasami poprzez namalowanie obrazu, innym razem organizuję spontaniczną sesję fotograficzną, czy kolejny projekt z psami.

 

Moją prawdziwą pasją są również psy.

 

Ostatnio odkryłam w sobie smykałkę do aranżowania wnętrz i dobierania dodatków w taki sposób, aby efekt końcowy był wyrazisty i zauważalny. Myślę, że projektem życia w tej dziedzinie będzie aranżacja wnętrza swojego domu (śmiech). W projektowaniu cenię sobie „szlachetny minimalizm” – oparty na odpowiednio dobranych proporcjach zawartych w layoucie. To zamiłowanie przejawia się praktycznie w każdym aspekcie mojego życia, od wystroju wnętrza, poprzez dobór dodatków, makijaż, czy dress code.

 

Dobrze czuję się kiedy mogę zrobić coś dla siebie. Relaksują mnie aktywności podjęte nie tylko dla ciała, ale również „dla ducha” – chwila spokoju, oddechu, czy kontemplacja na łonie natury. Uważam, że atrakcyjność człowieka przejawia się przede wszystkim poprzez jego aurę, wewnętrzny blask – nie zaś wyłącznie w sferze zewnętrznej. Piękno człowieka to możliwość zachwycania się jego uśmiechem, jednym spojrzeniem, emanowanie pewnym rodzajem „mądrości”, ciepłem i kreatywnością. Prawdziwie oczarować można tylko swoim wnętrzem. Uważam, że kobieta jest piękna kiedy czuje się dobrze sama ze sobą, bo to właśnie wtedy inni mogą dostrzec jej blask. Czasami odbieramy człowieka jako wyjątkowego, pięknego, ale tak naprawdę nie pamiętamy jaki miał kolor oczu, ubrania czy kształt ust. Spotkania z takimi ludźmi niesamowicie mnie uspokajają i napełniają inspiracją. Mam to szczęście, że otacza mnie sporo takich osób. Ciało jest dla mnie elementem dodatkowym, choć zauważyłam, że jako plastyk mam do niego nieco inne podejście niż człowiek, który z twórczością artystyczną nie ma na co dzień nic wspólnego. Ciało stanowi dla mnie zachętę do analizy szczegółu, budowy poprzez rysunek, czy rzeźbę.

 

Oczywiście dbanie o ciało potrafi być przyjemne i relaksujące. Cenię sobie chwile tylko dla siebie, kiedy mogę odpocząć od szybkiego tempa każdego dnia. Może to być banalna wizyta u kosmetyczki, trening na siłowni czy wizyta w spa.

 

Pewnie jak większość kobiet czuję się piękna, kiedy sprawię sobie mały drobiazg. To takie typowe dla żeńskiej części społeczeństwa (śmiech). Najpiękniejsza jednak czuję się wtedy, kiedy czuję się doceniona przez swojego męża. Niekoniecznie w sferze zewnętrznej, ale przede wszystkim pod kątem swojej twórczości i działań. Myślę, że kobieta u boku właściwego mężczyzny zaraża osoby ze swojego otoczenia szczęściem – po prostu promienieje. W takich momentach czuje się naprawdę pięknie. Mam to szczęście trwać w tym stanie już od jakiegoś czasu.

 

Na co dzień nie maluję się – wówczas ograniczam się do kremu nawilżającego Yonelle Biofusion Repair 3C, oraz kremu BB Clinique Age Defense. Raz w tygodniu używam serum Yonelle z witaminą C, które dodatkowo wzmacnia naczynka. Produktem, który mogę z całą pewnością polecić jest serum Clarins Double Serum Globalna Esencja przeciw oznakom starzenia się skóry, który doskonale odżywia moją skórę i nadaje jej promienny kolor. Dodatkowo, dwa razy w tygodniu złuszczam skórę peelingiem Ziaja.

 

Uważam, że kobieta najpiękniej wygląda od razu po przebudzeniu, dlatego jestem przeciwniczką codziennego męczenia skóry mocnymi makijażami. Nie oznacza to, że od czasu do czasu na jakieś wyjście nie lubię poszaleć z jego mocniejszą wersją. Jednak również wtedy nie przesadzam z ilością. Na takie wyjścia stosuję podkład Estee Lauder Double Wear Light, który poleciła mi jakiś czas temu zaprzyjaźniona makijażystka. Jestem zachwycona jego trwałością i lekkością uczucia na skórze. Jeśli chodzi o podkreślenie oczu to bardzo lubię efekt tzw. smoky eyes, który w moim przypadku polega na użyciu eyeliner’a L’oreal oraz cienia w kredce Rimmel. Od lat jestem wierna tuszowi do rzęs One by One Volume Express Maybelline, który zupełnie nie skleja rzęs i pozostawia efekt naturalności. Do ust bardzo lubię szminkę MAC koloru Matte Please Me, w kolorze Please Me która sprawdza się w każdej stylizacji.

 

Mam wrażliwą skórę, dlatego dużą wagę przykładam do jej odpowiedniego nawilżenia. Najpierw jednak dokładnie ją oczyszczam. Demakijaż wykonuję pianką do mycia twarzy Doux Nettoyant Moussant Clarins, a następnie przemywam twarz tonikiem do skóry wrażliwej tej samej firmy. Płyn Clarins Gentle Eye Make up Remover stosuję zaś do demakijażu oczu, ponieważ nie podrażnia wrażliwej skóry wokół oczu i ma przyjemną konsystencję. Jeśli już o oczach mowa, to skórę wokół oczu pielęgnuje kremem Clinique All about eyes, który sprawdza się w niwelowaniu opuchlizny, w gorsze dni.

 

Moje ciało ma skłonności do przesuszania się, dlatego już od dłuższego czasu jestem wierna marce Organique, która oferuje bardzo dobrej jakości masła i balsamy do ciała. Moim ostatnim odkryciem jest seria Sea Essence – sprawdzająca się w upalne dni – pewnie dzięki swojemu lekkiemu zapachowi. Lubię również wracać do zapachów z mlekiem kozim i olejem arganowym. Do peelingu ciała stosuję również produkty tej firmy. Raz na dwa, trzy miesiące staram się zafundować sobie masaż relaksacyjny olejkami w spa, który doskonale nawilża na długi czas skórę i pozwala zupełnie się wyciszyć. Unikam opalania – nie służy ono mojej skórze.

 

Od lat jestem wierna wodzie perfumowanej Chloe. Jest to dla mnie zapach subtelny, delikatny i świeży. Lekkości nadaje jego pudrowa nuta. Sprawdza się on zarówno na biznesowym lanczu, jak i na wieczornym wyjściu z przyjaciółmi.

 

Do mycia włosów wybieram delikatne, niepodrażniające szampon. Obowiązkowo używam odżywki do włosów. Aktualnie stosuję kolekcje Douglas Hair Protein Repair, która ma niesamowity zapach pozostający na włosach cały dzień.

 

Niestety często zaniedbuję swoje dłonie. Dla takich zapominalskich kobiet jak ja, które nie mają za wiele czasu na regularne zabiegi parafinowe w salonach kosmetycznych, polecam peeling nawilżający firmy Phenome In a Minute Manicure Scrub, który usuwa martwy naskórek i nawilża dłonie na długi czas. Produkt jest bardzo wydajny, więc starcza nawet na cały sezon. Kremem do rąk,  który zawsze mam w torebce jest krem 24 Hour Moisture Radiance Hand Cream with Shea & Cocoa Butters firmy Johnson’s, o niesamowicie przyjemnym zapachu. Niestety jest to produkt trudno dostępny w Polsce, ale godny polecenia. Jeśli maluję paznokcie, używam wyłącznie lakierów OPI. Choć schną stosunkowo długo, trwale utrzymują się na płytce paznokcia. W manicure toleruję wyłącznie dwa kolory, klasyczną i uwodzicielską czerwień oraz naturalny kolor Bubble Bath, który stosuję na co dzień.

Moje podejście do urody można podsumować krótko: stawiam na naturalność, szczególnie w dzisiejszych czasach – dla mnie w tej dziedzinie mniej znaczy więcej. Staram się stosować tą zasadę na co dzień, dbając o swoją skórę. Uważam, że największą przysługą, którą kobiety mogą sobie wyświadczyć jest postarać się polubić siebie. Niestety fakt, że jesteśmy bombardowane zewsząd nierealną idealnością sprawia, że jest to bardzo trudne. Mój proces samoakceptacji był bardzo długi. Jak każda nastolatka wyszukiwałam coraz to nowsze elementy w sobie, które można by zmienić. Ich ilość wzrastała wraz z wiekiem. Przełomowym momentem w moim życiu była moja 30-stka. Jest to taki czas w kobiecej mentalności, kiedy wydaje się, że pewien etap właśnie się zakończył. Dokładnie tak było w moim przypadku. Z przerażeniem odliczałam dni do urodzin (śmiech). Ale wydarzyło się coś zupełnie odwrotnego. Dla mnie przekroczenie tego wieku, było niesamowitym doznaniem, bardzo pozytywnym. Nie potrafię dokładnie wytłumaczyć, co się dzieje wtedy z kobietą, ale ja jestem przede wszystkim bardziej świadoma siebie, piękno osiągnęło dla mnie nowy wymiar i mam inne podejście do mijającego czasu. Kocham swoje ciało. Akceptuję to że się zmienia, znam swoje atuty, mam świadomość niedociągnięć i potrafię tę wiedzę doskonale wykorzystać.

 

Jedzenie stanowi ważny element w moim życiu (śmiech). Jestem miłośniczką, wyszukanej, delikatnej kuchni. Czasami jest to kuchnia indyjska, czasami azjatycka, głównie lubię potrawy mało przetworzone. Unikam fast foodów. Od momentu kiedy mój mąż pokazał mi prawdziwe sushi, mogę je jeść kilka razy w tygodniu i stałam się jego wierną fanką.

 

Staram się również być aktywną fizycznie, a dla wyzbycia się nadmiaru energii czasami lubię się mocno zmęczyć na siłowni. Dodatkowo jeżdżę na rowerze i czasami pływam. Raczej sobie niczego nie odmawiam, ale jestem pewnie w mniejszości kobiet, gdyż absolutnie nie jestem fanką słodyczy, a przede wszystkim czekolady. Pokuszę się o stwierdzenie, i pewnie mało kto mi uwierzy, że dla mnie czekolada mogłaby nie istnieć (śmiech).

 

Nie jestem typem dobrej kucharki, natomiast lubię wybrać się do dobrej restauracji. Staram się być otwarta na nowości kulinarne i nowo otwarte knajpki, ale czasami ciężko przekonać mnie do nowego miejsca. Potrafię być bardzo wymagająca nie tylko wobec siebie, a także wobec innych – a to sprawia, że dość sceptycznie podchodzę do nowych miejsc. Jednak gdy dana restauracja już mnie oczaruje, jestem jej wierna.

 

Analizując to czego nauczyłam się przez wszystkie lata mojej kariery, myślę, że śmiało można powiedzieć, że właśnie tego, że nie można się poddawać, że należy dążyć do wyznaczonego sobie celu. Musimy się potknąć, abyśmy mogli się podnieść i tym samym stać się silniejsi. Jestem przekonania że każdy z nas ma już wyznaczoną swoją drogę, musi nią podążać i nic nie dzieje się bez przyczyny.

 

Z moich doświadczeń wynika, że warto być konsekwentnym, wiernym swoim przekonaniom – wówczas prędzej czy później taka postawa procentuje. Wiele osób dostosowuje się do otoczenia z różnych powodów. Ja jednak myślę, że każdy z nas jest wyjątkowy, a dostrzeżenie tego czyni nas piękniejszymi.”

 

– Agnieszka Czarnecka dla 20ml. Agnieszka została sfotografowana w lipcu oraz sierpniu 2017 r. 

– Zdjęcia zostały wykonane przez Joannę Zysnarską.

Przeczytaj również
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług z polityką prywatności
Rozumiem, zgadzam się